sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 3: Shiro

Kiedyś nadejdzie dzień, w którym napiszę rozdział i czytając go po zakończeniu stwierdzę "wyszło fajnie, podoba mi się". 
Nie, to jeszcze nie dziś, ale i tak powierzam Wam rozdział trzeci, w którym poznacie Shiro i w którym na pierwszy plan zaczynają wychodzić ważniejsze dla fabuły postaci. 
Enjoy!


***


     Przestąpiłam nerwowo z nogi na nogę. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie na stojącego obok mnie Sasoriego niepewna, czy wypada mi zadać jakiekolwiek pytanie. Po kilku minutach niezręcznego (przynajmniej dla mnie) milczenia odważyłam się jednak zabrać głos:
     - Czy przyjście tu tak wcześnie było konieczne?
     - Nie lubię kazać ludziom czekać, więc wolałem przyjść trochę wcześniej - odparł. - Nie sądziłem zresztą, że przygotujesz się tak szybko.
     Szczerze mówiąc, ja też nie. Sasori obudził mnie jakieś pół godziny temu pukaniem do drzwi i od momentu otwarcia przeze mnie oczu do wyjścia z pokoju minęło niecałe siedem minut. Musiałam tylko poprawić włosy - jak zawsze musiały być wysoko związane - i upewnić się, że wyglądam w miarę znośnie. Nie żeby to, co zobaczyłam w lustrze, poprawiło mi jakoś humor. Zwłaszcza, że koniecznie musiałam znaleźć coś na przebranie. Tym jednak miałam nadzieję zająć się później.
     Staliśmy teraz sami w pomieszczeniu, w którym lider zarządził spotkanie. Było tu bardziej przestronnie i nieco ciemniej niż w jego gabinecie. Do godziny spotkania zostało jeszcze dobre piętnaście minut.
     Nie byłam całkowicie przytomna, ale gdy drzwi, do których stałam tyłem otworzyły się z cichym skrzypnięciem, poczułam niepokój. Poza Sasorim kojarzyłam jeszcze tylko Deidarę, Kakuzu i samego lidera. Nie miałam ochoty poznawać reszty. Kto stał teraz za mną?
     To może być Itachi Uchiha, szepnęła mi podświadomość. Wypuściłam powietrze z płuc. Tak wiele o nim słyszałam. Kojarzył mi się z bezwzględnością i - nie wiedzieć czemu - smutkiem, prawdopodobnie ze względu na jego młodszego brata, któremu już na początku życia sprawił tyle bólu. Przez myśl przemknęła mi też postać Kisame, o którym z kolei wiedziałam bardzo niewiele i na tym zdecydowałam się zakończyć swe smętne rozmyślania. Lepiej nie myśleć o ludziach, którzy zaczynali już przybywać na miejsce i gromadzili się teraz za moimi plecami. Nie śmiałam odwrócić się by spojrzeć na któregokolwiek z nich.
     Gdzieś po lewej stronie dostrzegłam kątem oka długie, jasne włosy.
     "Deidara", pomyślałam.
     Pain pojawił się kilka minut później. Stanął przed nami, oparł się tyłem o stojący za nim stół i omiótł wszystkich zebranych tym swoim niewidzącym wzrokiem.
     - Wybaczcie, że wyciągam was z łóżek o tak wczesnej porze. Byłem jednak zmuszony to zrobić jako że chciałbym dwie z grup wysłać na misje jeszcze przed południem.
     Zamilkł na chwilę.
     - Jak zapewne wiecie, w naszych szeregach zjawiła się nowa osoba.
     Poruszyłam się niespokojnie. Czułam na swoich plecach kilkanaście par wpatrujących się we mnie oczu. Byłam teraz w centrum uwagi, choć najchętniej stałabym się niewidzialna.
     - Akira Kurotsuki posiada Kekke Genkai, które potrafi wykorzystywać w leczeniu, co czyni ją wyjątkową kunoichi. W związku z tym jest absolutnie nietykalna. Mam nadzieję, że się w tej kwestii rozumiemy. Kakuzu, Hidan, zwracam się w szczególności do was.
     - Niby czemu do mnie? - mruknął mężczyzna, który musiał być Hidanem. - Ja przecież nie...
     - Przymknij się - warknął Kakuzu.
     - Żeby zatem nie marnować waszego cennego czasu już teraz podam grupy w jakich od dziś będziecie pracować. Organizacja liczy w tym momencie jedenastu członków. Itachi i Kisame, wasza drużyna pozostaje bez zmian. To samo tyczy się mnie i Konan. Tobi, ty wciąż będziesz działać w pojedynkę.
     Lider zrobił krótką przerwę i niemal poczułam napięcie rosnące w pomieszczeniu. Oczywistym było, że następne drużyny będą już inne niż były do tej pory. Spróbowałam przypomnieć sobie, jak wyglądały pozostałe składy. Nie wymieniono jeszcze Sasoriego i Deidary. Mogłam zostać przydzielona do któregoś z nich. Pain zwracał się też do Kakuzu i Hidana. Miałam nadzieję, że nie będę z żadnym z te dwójki bo to do nich zwracał się w szczególności ostrzegając przed wyrządzeniem mi krzywdy. Była też jakaś Shiro - Sasori wspomniał o niej, gdy po raz pierwszy odwiedziłam gabinet lidera - ale choć nie miałam bladego pojęcia, kim jest, miałam cichą nadzieję, że okaże się najnormalniejsza i że to z nią przyjdzie mi współpracować. Co prawda nie wiedziałam, jak do tej pory zorganizowana była ostatnia trójka, ale to i tak nie miało teraz znaczenia.
     A zatem pięć opcji.
     Serce zabiło mi szybciej i poczułam, że zaczynam się denerwować.
     - Kakuzu.
     Wstrzymałam oddech.
     - Chciałbym, żebyś spróbował swoich sił we współpracy z Sasorim.
     Zamknęłam na chwilę oczy. Poczułam ulgę. Dopiero teraz odważyłam się spojrzeć przez ramię. Zobaczyłam, jak stojący niedaleko siebie Sasori i Kakuzu wymieniają spojrzenia i niemal wyczułam ich milczącą zgodę na taki obrót sprawy.
     - Deidara.
     Trzy opcje. Ja, Hidan, Shiro. Po podaniu partnera Deidary wszystko będzie jasne.
     - Wybrałem ci kogoś, kto idealnie uzupełni twoje zdolności. Od dziś współpracujesz z Akirą.
     Nim zdążyło to do mnie w pełni dotrzeć popatrzyłam w lewo, na Deidarę w momencie, w którym odwracał powoli głowę w moją stronę.
     W spojrzeniu jego zimnoniebieskich oczu dostrzegłam więcej, niż mogłam się spodziewać. Pozornie nie wyrażało niczego, było spokojne i niewzruszone, ale dostrzegłam w nim jednocześnie ostrzeżenie i prowokację. Patrzył na mnie z półprofilu z jakąś dziwną wyższością zupełnie tak, jakby zastanawiał się nad oceną mojej osoby a jednocześnie wzrok miał nieco znudzony.
     Przez chwilę po prostu patrzyliśmy sobie w oczy i nagle poczułam, jak budzi się moja przyćmiona do tej pory strachem i niepewnością duma. Być może była to kwestia jego wieku, bo wydawał się być niewiele starszy ode mnie, ale nie obawiałam się go tak, jak reszty Akatsuki. Wciąż miałam w pamięci ten moment, gdy zobaczyłam go wtedy w lesie i odniosłam wrażenie, że wiem, kim jest. Nie potrafiłam tego wyjaśnić, ale tamto wydarzenie przełożyło się na moje podejście do chłopaka. O ile na spotkanych dotąd członkach Brzasku patrzyłam przez pryzmat ich pozycji i siły, o tyle mój umysł postrzegał Deidarę przede wszystkim jako osobę. Także teraz nie odczuwałam lęku, choć z pewnością gdyby Sasori lub Kakuzu popatrzyli na mnie w taki sposób, poczułabym się przynajmniej zaniepokojona. W spojrzeniu Deidary było jednak coś, na co mogłam odpowiedzieć tylko nieznacznym uniesieniem brwi.
     Chyba nie spodziewał się po mnie tak chłodnej i wyniosłej reakcji, bo uśmiechnął się kącikiem ust. Tym prostym gestem sprawił, że dostrzegłam coś, czego do tej pory nie widziałam lub po prostu nie chciałam widzieć - poza tym, że był członkiem Brzasku, był też młodym, dobrze zbudowanym mężczyzną o nieprzeciętnej urodzie. Było coś hipnotyzującego w jego oczach i gdybym spotkała go w okolicznościach innych niż obecne z pewnością zapragnęłabym się do niego zbliżyć. Nigdy w życiu nie widziałam chłopaka, który spojrzałby na mnie w tak intrygujący sposób. Ale to bez znaczenia, bo moja niechęć do niego i tak niwelowała każde pozytywne uczucie, jakim kiedykolwiek mogłabym go obdarzyć. Już miałam z godnością odwrócić wzrok gdy za moimi plecami rozległo się wysokie, oburzone "Heeee?!"
     Ktoś pojawił się tuż przy mnie i zrobił jeszcze kilka kroków naprzód, podchodząc do lidera na odległość jakichś dwóch metrów. Nie znałam tego mężczyzny - wysoki i srebrnowłosy stał teraz tyłem do mnie. Pain popatrzył na niego z tą swoją niewzruszoną niczym twarzą.
     - Hidan, jakiś problem?
     - Tak! Co to za pomysł, żebym był w drużynie z tą wkurzającą dziewczyną?
     Shiro. Został przydzielony do Shiro.
     Chciałam cofnąć się do tyłu, ale miałam za sobą większość Akatsuki i po krótkim namyśle postanowiłam zostać w miejscu, z oczami utkwionymi w Painie i Hidanie. Wolałabym nie wpaść na takiego Kakuzu na przykład.
     - Cóż, musicie się jakoś dogadać, nikt nie każe wam się ze sobą przyjaźnić czy nawiązywać innych absurdalnych relacji. Itachi, Sasori, weźcie to - stwierdził Pain, wyciągając rękę z dwoma kartkami. Sasori sięgnął po jedną z nich i w moim polu widzenia pojawił się również nikt inny jak Itachi Uchiha. Wzdrygnęłam się nieznacznie. Choć mężczyzna nie obdarzył mnie nawet krótkim spojrzeniem, ja zdążyłam mu się przyjrzeć. Był młody, ale miał wzrok człowieka, który w życiu widział już chyba wszystko. Dziwnie było stać obok kogoś, kogo do tej pory znałam tylko z powtarzanych przez ludzi historii i kogo przenigdy nie spodziewałam się oglądać na własne oczy.
     - Macie tu opisane cele do misji, na które wyruszycie za godzinę. Deidara, zostań jeszcze przez chwilę. Ty też, Akira, ale poczekaj za drzwiami.
     Nie spieszyło mi się do wyjścia - wolałam poczekać, aż większość organizacji rozejdzie się do swoich pokoi, bym nie musiała przeciskać się między nimi do drzwi - więc w pewnym momencie, nim ulotniłam się z pomieszczenia, zostałam w nim tylko ja, Deidara i Pain.
     I, cóż, wściekły Hidan.
     - Nie ma takiej opcji - mówił tonem człowieka, który nie zamierza nawet podejmować się dyskusji. - Nie chcę.
     - To nie prośba - mruknął lider, odwracając się by obejść stół i usiąść przy nim. - Zechciałbyś zostawić nas samych? Muszę mu coś...
     - Nigdzie nie idę dopóki nie przydzielisz mnie do kogoś normalnego! Jak mam wykonywać z nią misje? Umrę z nudów! Słuchaj, szefie, zrobimy tak. Zostawisz Deidarę z tą tam - wskazał na mnie niedbałym ruchem głowy - więc zostanie ci Sasori, którego przydzielisz do Shiro. A ja nadal będę z Kakuzu. Ma sens, nie?
     - Nie.
     - No jak to "nie"?
     - Nie, po prostu. Mam swoje powody by robić to, co robię. Za kilka dni oboje wyruszacie na misję, z którą tylko wasza dwójka może sobie tak sprawnie poradzić.
     Siwowłosy złapał się za głowę i wydał z siebie głośny jęk. Deidara popatrzył na niego tak, jakby nudziło go patrzenie na tę scenę.
     - Rusz się, Hidan, nie chcę spędzić tu całego dnia - mruknął blondyn. - A co do ciebie - zwrócił się do mnie. Znów zmierzyliśmy się chłodnymi spojrzeniami - Przyjdę po ciebie za jakieś dwie godziny. Idziemy trenować, hm.
      Przytaknęłam mu niechętnie mruknięciem.
     - Hidan, skoro tak bardzo nie chcesz wrócić do siebie zabierz Akirę i zaprowadź ją do Shiro - nakazał Pain. - Miała przygotować dla niej jakieś ubrania i najważniejsze rzeczy. Chciałem zaprowadzić ją tam sam, ale zmieniłem zdanie.
     Hidan posłał mu mordercze spojrzenie i wyszedł na korytarz. Niechętnie ruszyłam za nim, na wpół przestraszona jego zachowaniem, na wpół zaintrygowana osobą Shiro. Po reakcji jej obecnego partnera zakładałam, że jest.. normalna. Nie znałam Hidana ale byłam pewna, że mogą go nudzić tylko osoby określane przeze mnie w ten sposób.
     Brakowało mi normalności.
     Zamknęłam za sobą ostrożnie drzwi, za którymi Pain rozmawiał teraz z Deidarą i popatrzyłam niepewnie na mego towarzysza. On także utkwił we mnie zbolały wzrok, ale po chwili westchnął i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją lekko, gotowa odskoczyć w każdej chwili.
     - Hidan - przedstawił się. - Ty jesteś Akira, nie?
     - Owszem - przytaknęłam.
     - Wybacz moje zachowanie. Było mi wygodnie pracować z Kuzu i cholernie mnie wkurza ta panna, do której teraz idziemy. Chodź, to tędy.
     Zmarszczyłam lekko brwi.
     - Nie było jej na zebraniu?
     - Nie - odparł Hidan patrząc na mnie porozumiewawczo, jakby powszechnie wiadomo było, jak świadczy o ludziach nieprzychodzenie na zebrania organizacji przestępczych.
     Moja sympatia do tajemniczej Shiro zdecydowanie wzrosła.
     Ruszyliśmy wąskim korytarzem. Teraz, na osobności, bałam się Hidana nieco mniej. Wydawał się być impulsywny i bezpośredni, ale w mojej obecności od razu się opanował.
     - Nie będzie tak źle - odezwał się Hidan kilkanaście kroków później.
     - Co masz na myśli?
     - Dogadasz się z Deidarą. Wydajesz się być grzeczna i w ogóle.
     - Ach, no tak. To świetnie - stwierdziłam, uśmiechając się ironicznie w duchu. Byłam zupełnie innego zdania. Poza tym nie byłam grzeczna, tylko niepewna i ostrożna; wolałam sprawiać wrażenie pokonanej i zrezygnowanej, by uśpić czujność otaczających mnie ludzi i wykorzystać pierwszą lepszą okazję do ucieczki jaka mi się nadarzy.
     Zatrzymał się chwilę później przy jakichś drzwiach i popatrzył na mnie tak, jakby był ciekaw mojej reakcji.
     - To jest pokój Shiro. Prawdopodobnie za nic w świecie nie będziesz chciała tu wrócić.
     To powiedziawszy otworzył drzwi.
     Przeraźliwy chłód pojawił się niemal znikąd i zrobiłam krok w tył, obejmując się rękami. Zadrżałam z zimna i zdziwienia i usłyszałam Hidana mruczącego jakieś przekleństwa. Złapał mnie za ramię i oboje stanęliśmy we framudze drzwi.
     Temperatura panująca w tym pomieszczeniu była tak niska, że na znajdującym się naprzeciwko oknie dostrzegłam szron. Wszystko było tu urządzone w białych barwach - ściany, meble, podłoga - i dziwnie puste, jakby od dawna nie zjawiła się tu żadna żywa istota.
     A jednak ktoś tu był. Na krześle stojącym tuż przy oknie siedziała bokiem do nas dziewczyna. Była szczupła, blada i miała sięgające bioder jasne włosy. Podejrzewałam, że nie ma między nami dużej różnicy wiekowej. Nie potrafiłam jednak stwierdzić, czy jest starsza czy młodsza, bo pomimo pozornej kruchości jej postawa wydawała się być dojrzała i dumna. Widziałam tylko jej profil i przemknęło mi przez myśl, że dawno nie spotkałam tak ślicznej młodej kobiety.
     Najdziwniejsze było to, że siedziała tylko w prostej, białej tunice na ramiączkach sięgającej kolan.
     Jakim cudem nie trzęsła się z zimna...? I skąd ten chłód? Przecież było teraz lato...
     - Cudnie jest znów cię widzieć - stwierdził Hidan ponuro.
     Shiro popatrzyła w jego stronę z twarzą niewyrażającą niczego.
     - Lider powiedział, że masz coś dla Akiry.
     I wtedy Shiro spojrzała na mnie, a w jej oczach dostrzegłam coś, co sprawiło, że zapragnęłam natychmiast stamtąd wyjść.
     Miała pusty, zimny wzrok. Jej duże, błękitne oczy patrzyły na mnie ze śmiertelną powagą i pod wpływem tego spojrzenia poczułam się winna. Miałam wrażenie, że Shiro widzi każdy zakamarek mojej duszy, że jej wzrok przeszywa mnie na wskroś i że widzi każdą głupotę lub błąd, jakie kiedykolwiek popełniłam. Byłam absolutnie pewna, że nie spotkałam jej nigdy wcześniej ale z jakiegoś absurdalnego powodu zapragnęłam przemyśleć, czy aby na pewno nie wyrządziłam jej nigdy czegoś, za co mogłaby mnie teraz nienawidzić.
     Wszystkie te myśli pojawiły się w moim umyśle w przeciągu chwili, po której Shiro skinęła głową i wstała. Zauważyłam, że jest wyższa ode mnie.
     Zbliżyła się do szafy i wyciągnęła z niej jakieś zawiniątko. Podeszła w naszą stronę nie patrząc na żadne z nas i wyciągnęła pakunek w moją stronę. Przyjęłam go, patrząc na nią kątem oka. Wyglądała jak anioł, ale jaki anioł ma spojrzenie, pod wpływem którego człowiek pragnie po prostu odwrócić się i odejść?
     - Z pewnością cholernie się ucieszysz jak ci powiem, że od dziś jesteśmy w jednej drużynie - mruknął Hidan, patrząc na nią z niechęcią. Shiro odpowiedziała mu tym swoim milczącym, obwiniającym spojrzeniem. - Hej, pohamuj swój entuzjazm!
     Blondynka niedbale zabrała z niego wzrok i cofnęła się w głąb pokoju.
     Hidan nie czekał na inne pożegnanie. Pociągnął mnie w tył tak gwałtownie, że niemal straciłam równowagę i zamknął za nami drzwi. Poczułam ulgę mogąc wyjść z tego zimnego miejsca.
     - Nawet... nawet się nie odezwała - zauważyłam błyskotliwie, zapominając na moment o swojej ostrożności względem nawiązywania kontaktu z moim obecnym towarzyszem.
     - Prawdziwa dusza towarzystwa - stwierdził Hidan, przeczesując włosy. - Jest taka dla wszystkich. Nie chciałabyś na nią trafić, co?
     - Nie - przyznałam bez wahania. - Miałabym wrażenie, że wszystko co robię, jest... niewłaściwe.
     - Ona cała jest niewłaściwa - warknął Hidan. - Jak można być tak nudnym i poważnym?
     Psiocząc jeszcze pod nosem ruszył wzdłuż korytarza i choć nie przedstawił mi celu, do którego aktualnie zmierzał, założyłam, że powinnam ruszyć za nim. Stanie tutaj i tak nic by mi nie dało; szczerze mówiąc, w tym gąszczu korytarzy nie znalazłabym nawet drogi do mojego pokoju. Myślenie o nim jako o "moim" nadal wydawało mi się nieodpowiednie, ale z drugiej strony fakt posiadania własnego kąta w tym okropnym miejscu dodawał mi nieco otuchy. Nie wiedziałam, na ile mogłam czuć się tam bezpiecznie, ale jeśli było tu miejsce, w którym w ogóle można mówić o poczuciu bezpieczeństwa, to był nim właśnie "mój" pokoik. Co prawda w drzwiach była dziurka od klucza, ale nikt mi takowego nie dał, o czym zdecydowałam się pomówić z Painem jeszcze tego samego dnia. Niezupełnie sądziłam zresztą, by przeszkoda w postaci zamkniętych drzwi przeszkodziła któremukolwiek z Akatsuki w dostaniu się do środka gdyby rzeczywiście któryś z nich zechciał mnie odwiedzić, ale jednak czułabym się spokojniej mając klucz. Wolałam nie sprawdzać, czy ich kultura i dobre wychowanie są silniejsze od pragnienia złożenia mi niespodziewanej wizyty.
     - Szkoda, że nie jestem w parze z tobą.
     Podniosłam wzrok na Hidana; pogrążona w rozmyślaniach niemal zapomniałam, że mam towarzystwo.
     - Ze mną? Czemu akurat ze mną?
     - Bo jestem pewien, że jak już przestaniesz się bać to okażesz się być niezłym towarzystwem.
     Odwrócił się do mnie tak, że widziałam teraz jego uśmiechnięty tajemniczo profil. W jego spojrzeniu dostrzegłam błysk zainteresowania. Nie wiedziałam tylko, czy powinnam się z tego powodu cieszyć czy bać.

***

     Hidan pokazał mi, gdzie jest kuchnia - tej niestety nie miałam na wyłączność, była wspólna dla wszystkich - a potem odprowadził mnie do pokoju i gdy tylko zostałam sama rozpakowałam zawiniątko od Shiro.
     Znalazłam tu kilka koszulek, par spodenek i bieliznę. Były też rzeczy takie jak na przykład szczoteczka do zębów, szampon i ręcznik. Wyglądało na to, że choć i tak będę musiała uzupełnić trochę te zapasy, na razie mam to, czego potrzebuję najbardziej.
     W pakunku znalazłam też mały zegarek, który postawiłam na szafce przy łóżku. Wskazywał teraz dziesiątą. Deidara zapowiedział, że przyjdzie po mnie za jakieś dwie godziny, a od tamtego czasu minęło dobre pół. Postanowiłam przeznaczyć ten czas na niespieszne doprowadzenie się do porządku tak, jak nie mogłam pozwolić sobie na to poprzedniego wieczoru ze względu na braki w najpotrzebniejszych rzeczy.
     Nalałam do wanny gorącej wody i zanurzyłam się w niej powoli. Zamknęłam oczy, wdychając zapach kwiatowych olejków do kąpieli, które stały na wannie i które opróżniłam niemal w połowie nie żałując sobie przyjemności na te kilka chwil. Podciągnęłam nogi pod siebie i w zamyśleniu zaczęłam przebijać palcami powstałe na wodzie bąbelki.
     Byli lepiej przygotowani na moje przybycie niż mogłam się spodziewać. W zasadzie to miałam teraz wszystko, czego potrzebowałam do normalnego funkcjonowania plus olejki zapachowe.
     Zastanawiałam się, jak Deidara wyobraża sobie ten cały trening. Miałam nieprzyjemne wrażenie, że będzie chciał sprawdzić mnie w bezpośrednim starciu, a w tym nie byłam zbyt dobra. Ukończyłam tylko akademię i nie przystąpiłam do egzaminu na chūnina, choć bardzo chciałam. Władze wioski wybrały dla mnie inną przyszłość.
     Akatsuki i tak by mnie dorwało, pomyślałam z goryczą, biorąc się za mycie włosów. Ale gdyby Hokage wzięła mnie na poważnie i pozwoliła na treningi być może udałoby mi się jakoś im uciec.
     Kilka minut później, gdy woda zrobiła się chłodna, wyszłam z wanny i owinęłam się ręcznikiem. Podeszłam do wiszącego nad umywalką lustra i popatrzyłam na siebie krytycznie. Nie było tak źle; wyglądałam trochę nieprzytomnie, ale nie miałam worków pod oczami ani żadnych siniaków w okolicach twarzy i ramion. Umocowałam ręcznik tak, by ze mnie nie spadł i poszłam do sypialni po szczotkę, by rozczesać włosy.
     Minęła godzina, nim wysuszyłam je do końca i ubrałam się w z jedną z przygotowanych przez Shiro białych koszulek oraz czarne spodenki. Były dopasowane, ale wygodne. Skóra pachniała mi jeszcze różami, gdy kończyłam myć zęby. Czułam się jak nowo narodzona. Związałam włosy w niedbały kok i położyłam się na łóżku w oczekiwaniu na Deidarę.
     Przez myśl przewinęła mi się twarz Kiby i zastanowiłam się, jak zareagowano na moje zniknięcie. Chciałam wierzyć, że zarządzono poszukiwania i wyznaczeni do tego celu shinobi wpadli już na jakiś trop. Strasznie żałowałam, że nie mogłam zostawiać za sobą żadnych śladów; całą drogę do organizacji byłam nieprzytomna. Niewykluczone jednak, że Kiba i jego psy staną na wysokości zadania. Ale była też druga opcja - władze wioski mogły po prostu uznać, że uciekłam. Niechętnie przyznałam, że byłoby to bardzo sensowne. Nie kryłam się zbytnio ze swoją postawą, krytykującą decyzje władz Konohy w sprawie ograniczenia moich działań poza terenem Ukrytego Liścia. Miałam jednak nadzieję, że mimo wszystko ktoś postanowi to sprawdzić.
     Miałam jeszcze sporo czasu, więc zamiast bezczynnie czekać i pogrążać się w smętnych rozmyślaniach zdecydowałam się zrobić rozgrzewkę. Niedługo po tym przeszłam do rozciągania i nim się spostrzegłam minęła godzina dwunasta. Z początku nawet tego nie zauważyłam pochłonięta wykonywaniem ćwiczeń, ale już dwadzieścia minut po czasie zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie usłyszałam "za dwie godziny" zamiast, na przykład, "za trzy".
     Ponieważ mój pokój nie został przez Hidana zamknięty od zewnątrz, podeszłam ostrożnie do wyjścia na korytarz i już miałam nacisnąć klamkę, gdy drzwi rozwarły się na całą szerokość i z donośnym "bum" uderzyły w ścianę obok.
     - Przepraszamy za spóźnienie - rzucił Hidan opierając na prawym ramieniu coś, co wyglądało jak potwornie wielka kosa. Odruchowo zrobiłam krok w tył. Stanął w samym wejściu, a obok niego o framugę drzwi oparł się plecami Deidara. Ręce schował w kieszeniach spodni i zlustrował mnie od stóp do głów.
     - "My"? - spytałam, patrząc na niego pytająco. - Idziemy w trójkę?
     - Pomyślałem, żeby zapytać Hidana, czy nie zechciałby się przyłączyć - oznajmił Deidara. - I zgodził się, hm. Jego pomoc bardzo nam się przyda.
     Kiwnęłam głową. Powróciłam wzrokiem do Hidana, który uśmiechał się szeroko. Wyglądał na znacznie bardziej ożywionego niż wcześniej, a jednocześnie coś w jego oczach przypominało mi, że mam do czynienia z bezdusznym mordercą.
     - Jesteś gotowa? - spytał.
     - Jak widać - odparłam.
     - Świetnie - powiedział Deidara, odpychając się od framugi drzwi i ruszając korytarzem. Kiwnął ręką na mnie i Hidana. - Ruszamy.


***


I tak oto do grona bohaterów dołączyła Shiro!
Nie mam weny, żeby jeszcze to wszystko jakoś komentować, więc po prostu dziękuję Wam, że jesteście :3